Emigrantka · Stany Zjednoczone

Nowy Jork po roku

Dziś mija rok. Kolejny rok na emigracji. Pierwszy w Stanach, w Nowym Jorku. Ciężko uwierzyć, że minęło kolejnych 365 dni (szybko sprawdzam, czy rok nie był przestępny). Jaki był ten pierwszy nowojorski rok, jak mogę go podsumować, jeśli w ogóle to możliwe?

Ostatni rok to milion chwil zmieniających wszystko. Z pełnym wachlarzem przeżyć, uczuć i odczuć. Wielkich radości i jeszcze większych smutków. Upadku i podnoszenia się. Rozstań i powrotów. Głośnych śmiechów i cichych łez – a czasami na odwrót. Wypełniony tysiącem wiadomości i rozmów, serduszek i emotikonów od teściowej, przyjaciółek, siostry i mamy. Wiele kubków (bo w dobrym towarzystkie tak kawa najlepiej smakuje) wypitych kaw i herbat z teściem. Trudnych decyzji i błahych spraw. Pełen śmiechów i krzyków dzieci. Od Mamo, kocham cię do Idź sobie, nie lubię cię. 

Rok z gorącą końcówką ubiegłego lata, z upałami jak w Bangkoku i mokrym czołem, koszulką i czym tam jeszcze trzeba. Ze złotą jesienią, chociaż nie taką polską, tylko amerykańską, więc rozmach większy i liści więcej. Z zimną zimą, choć z małą ilością śniegu, choć dla Amerykanów powalającą. I w końcu z wiosną, piękną jak zawsze i długo wyczekiwaną.

Rok przyzwyczajania się, że nie trzeba odpowiadać na How are you?, bo nikt nie oczekuje odpowiedzi, a z drugiej strony mówionych przez obcych mijanych na ulicy ludzi Have a nice day czy I like your smile. Z mnóstwem rąk wyciągniętych w geście pomocy przy przenoszeniu wózka, wsiadaniu do autobusu czy staniu w kolejce w sklepie, ale już niekoniecznie dlatego, że jest się w ciąży.

Rok ze starymi znajomymi i z nowymi, ledwo poznanymi. Z Klubem Polek na Obczyźnie. Z książką, która już za chwilę będzie cieszyć i smucić czytelników, z każdą literką przejrzaną tysiąc razy. Z frustracją, że czegoś nie znalazłam i wreszcie satysfakcją, że już gotowe, idzie do druku. Z blogiem, który przeszedł małą hibernację i turbulencje, a jednak wena do niego gdzieś pomału wraca, bo ktoś czyta, bo się chce, bo ktoś po cichu wspiera i dopinguje.

Rok z widokiem na zatłoczone ulice Nowego Jorku. Z rześkim porannym powietrzem na Moście Brooklińskim. Z pięknym niebem nad Manhattanem widzianym z promu na Staten Island. Z rozczarowaniem na widok Statuy Wolności. Z irytacją na chodnikach przed świętami Bożego Narodzenia niedaleko Rockefeller Center, gdzie stała ta najważniejsza choinka z tysiącem światełek. Z małym magicznym momentem w grudniowy poranek na Time Squre, kiedy niespodziewanie zaczął padać śnieg, a wcale nie miał. Z wróblem złapanym w kotłowni w ostatnią środę. Z pełnią szczęścia w Muzeum Czekolady, kiedy można było do woli degustować. I z zadumą nad kruchością życia przy tym, co zostało po wieżach World Trade Centre.

Rok z bieganiem za Juniorem, który jest jak najżywsze srebro, a w sumie to jak rozsypana rtęć z termometru, bo nie wiadomo czasami, w którą stronę się rzucić, by obronić przed nim świat. Z moją starszą księżniczką, czeszącą moje włosy w długie zimowe wieczory. Z Pierworodnym, który zaskakuje wiedzą, nie wiadomo skąd i jest już prawie dorosły, choć umysł nie zawsze nadąża za ciałem. Z moją Iskierką, której każdy uśmiech rozświetla serce, kiedy jest źle. Miliony minut bycia matką – czasami na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego, bo choć macierzyństwo uskrzydla, to czasami te skrzydła są ciężkie i przeszkadzają w zwykłym chodzeniu.

Rok z poznawaniem służby zdrowia przez pryzmat ciąży i połogu. Z oswajaniem się, że Amerykanom wcale nie jest po drodze z naturą, bo wszystko można zrobić lepiej, efektowaniej dzięki lekom i lekarzom. Że na wszystko są witaminy i szczepionki. Z wielkimi pieniędzmi płaconymi przez ubezpieczenie za głupie pobranie krwi czy USG. Z moim ginekologiem, który po całym dniu pracy na drugim krańcu Nowego Jorku przyjechał mnie odwiedzić w szpitalu, by życzyć mi wszystkiego najlepszego i pogadać o życiu.

Rok przyzwyczajania się do drożyzny na półkach, bo zgodnie z tym, co wszyscy mówili, jest drogo – to nie mit. Z poracjami w restauracji jak dla konia albo dwóch. Z wołowiną w każdym rogu, GMO, bo jeśli nie jest, to piszą, że widać z daleka. Z pizzą, hamburgerami i frytkami w szkolnym menu.  Z Dunkin’ Donats na każdym kroku, bo przecież America runs on DD. Z rozglądaniem się na przejściu dla pieszych, bo ktoś jednak może się zagapić w komórkę – i to wcale nie takie rzadkie zjawisko. Z iPhonami to tu, to tam, bo Apple jest taki amerykański i modny. Z wielkimi jak krowy samochodami, bo dobrze mieć duży samochód albo najlepiej dwa. Z America is great, a kto tak nie uważa, do kąta.

Rok z ważę za dużo, jak zwykle. Z powrotem do zdrowych nawyków i do niezdrowych też. Z hektolitrami potu na macie. Z czekoladą w jednej ręce i z selerem naciowym w drugiej. Z po co to robię i jednak warto, bo przecież zdrowie ma się tylko jedno. Z patrzeniem na jogginów, maratończyków, judoków, ale też ludzi, którzy z powodu tuszy ledwo się ruszają. Z setkami różnych zapachów z okolicznych knajp, restauracji, barów i tracków, od sushi, które już nie jest takie tanie jak w Bangkoku, przez enchilades i tacos, na greckich souvlaki skończywszy, bo przecież Big Apple mieści w sobie najwięcej kuchni z całego świata.

Rok mijania różnych nacji, karnacji, koloru włosów, oczu i ubrań na ulicy. Ludzi smutnych, wesołych, dziwnych i normalnych. Medytujących i spieszących się gdzieś. Kolorowego Halloween pełnego roześmianych dzieci przebranych za nietoperze i inne robactwo i głośnego 4 lipca z fajerwerkami przez całą noc. Z tandetnymi dekoracjami z różnych okazji, bo zawsze jakaś musi być i z flagą dumnie wiszącą przed domem, nie tylko świątecznie, a codziennie. I wreszcie z indykiem z okazji Święta Dziękczynienia, bo czemu nie.

Taki był mój rok właśnie. Jak dwanaście dań serwowanych podczas polskiej Wigilii. Trochę słodyczy, trochę goryczy…

IMG_20160824_124314IMG_20160825_123557IMG_20160829_115917IMG_20160918_103502IMG_20161016_162059IMG_20161023_164509-PANOIMG_20161029_091406IMG_20161217_071044IMG_20170309_104056IMG_20170416_143217IMG_20170811_113911

 

Reklamy

2 thoughts on “Nowy Jork po roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s