matka

Coś więcej niż życie…

Długo się zastanawiałam, czy napisać ten tekst. Długo biłam się z myślami, czy warto tak bardzo wywalać siebie publicznie. Dotykać tego, co najbardziej wrażliwe, prywatne, co leży gdzieś na sercu, na dnie… I nawet teraz, pisząc go, nie do końca jestem pewna, czy dobrze robię. Ba! Nie jestem nawet pewna, czy go opublikuję – jak ostatnio większość tego, co piszę, bo pisanie nie jest takie lekkie. Jednak, jeśli komuś, kto jest lub będzie w takiej samej sytuacji, tych kilka zdań pomoże, będę wiedziała, że jednak warto było.

Żeby w pełni opowiedzieć tę historię, muszę zacząć od przytoczenia pewnego wydarzenia, które miało miejsce w zeszłym roku, w marcu. Moja przyjaciółka z Tajlandii, mama trzech chłopców, zadzwoniła do mnie pewnego dnia, mówiąc mi, że jest w ciąży. Pogratulowałam jej, ale zaraz zaczęła mi tłumaczyć, że nie może tego dziecka urodzić, bo – i tu padło kilka lub kilkanaście powodów. Rozmawiałam z nią długo. Nawet nie po to, żeby przekonać, ale zrozumieć jej motywy. Nie umiałam. Finansowo powodzi jej się bardzo dobrze (choć to nie moja sprawa zaglądać do czyjegoś porfela), ma pomoc domową, nie musi sprzątać, gotować, prać. Powiedziała jednak, że razem ze swoim mężem podjęli już decyzję i że pojedzie do swojego kraju usunąć ciążę. Nie umiałam przestać o tym myśleć. Jestem zdania, że każda kobieta ma prawo decydowania o swoim życiu, a jednak to mnie obeszło bardzo, bo było takie bardzo…namacalne. Dwa tygodnie później spotkałyśmy się na kawie. Sama zaczęła mówić, o tym, co się stało. I mówiła to z taką ulgą w głosie, z taką…lekkością. Nie umiałam się po tym pozbierać, choć powtórzę – miała przecież prawo decydować o swoim życiu. Miała…

Zeszłoroczne wakacje w Polsce z założenia miały być podładowaniem baterii między jednym a drugim emigracyjnym przystankiem. Nigdy nie ukrywałam, że życie w Bangkoku dość mocno dało mi w kość. Było inne, egzotyczne i na pewno sporo mnie nauczyło, a jednak upały tam panujące zwalały z nóg i czułam się bardzo zmęczona. Dwa tygodnie po przyjeździe jakiś wewnętrzy głos powiedział mi, że powinnam zrobić test ciążowy. Potem kilka osób pytało się mnie, skąd wiedziałam. I nie umiem tego wytłumaczyć. Nie wdając się w zbędne szczegóły mojej fizjologii i życia intymntego, w zasadzie nawet nie powinnam podejrzewać, że mogę być w ciąży. Po raz kolejny, zresztą. A jednak test wyszedł pozytywny, bo ja przecież lubię wypadać w testach pozytywnie… I był to jak grom z jasnego nieba. Cios, który mnie przywalił swoją wielkością. Nigdy wcześniej nie czułam takiej odpowiedzialności za swoją decyzję. Miałam już trójkę dzieci. Najmłodszy syn był (i nadal jest) bardzo absorbujący. A ja nosiłam w sobie kolejne życie. Nie umiałam sobie wyobrazić, jak sama, w kolejnym nowym kraju, będę miała poradzić sobie już nie z trójką, ale z czwórką dzieci. I wtedy, za co ogromnie jestem wdzięczna, przyszły mi z pomocą osoby najbliższe – teściowie, siostra, mama, przyjaciółka. Niby nie musieli mi przypominać, a jednak tak ważne było dla mnie, że z ich ust padły słowa wsparcia i zapewnienia, że są ze mną i że mogę na nich teraz liczyć. I rzeczywiście przez kolejne miesiące byli bardzo, wręcz namacalnie obecni w moim życiu, które zupełnie wywróciło się do góry nogami…

Dzisiaj moja córeczka kończy cztery miesiące. I mogę w pełni świadomie powiedzieć, że to nie ja ją uratowałam, a ona mnie. Pokazała mi, że są wartości, w które wierzyć warto. Mimo wszystko. Nie muszę pisać, jaka jest wspaniała, cudowna, radosna i kochana. Nie ma łatwego życia, bo Junior skutecznie pokazuje jej, kto w tym domu rządzi, a jednak wiem, że wyrośnie na mądrą kobietę, bo otoczona będzie miłością osób, dla których jest i zawsze będzie ważna i kochana.

Przykro jest mi tylko czasami, kiedy widzę drwiące uśmiechy ludzi, patrzących na moją gromadkę. Nie wstydzę się moich dzieci. Każde z nich jest inne. Każde wyjątkowe. I nie wyobrażam sobie, żeby któregoś z nich miałoby na świecie nie być. Dzięki nim moje życie jest pełne. Czasami mi ciężko. Czasami wieczorem sobie w kąciku popłaczę. A jednak napiszę – nie żałuję. W dniu, kiedy się urodziła, wróciły do mnie myśli o tamtej koleżance, która wtedy podjęła inną decyzję… I nie chodzi o to, że czuję się od niej lepsza, bo tak nie jest. Nie chodzi też o to, że teraz ktoś będzie mnie głaskał po głowie i mówił – zrobiłaś dobrze. Podjęłam taką, a nie inną decyzję, bo to jest moje życie, bo należy ono do mnie i nikt za mnie go nie przeżyje. Bo chcę umieć spojrzeć sobie w lustrze w oczy ze spokojem. Bo nie umiałabym inaczej… Zrobiłam to dla siebie. Zresztą, pewna osoba, Buddystka, w dniu narodzin mojej córki powiedziała, że jest ona wyjątkowa, bo nosi w sobie nie jedno życie…

I dziś skromnie tylko proszę, ustami (czy też dziobem) kury domowej, żeby nikt nikogo nigdy z lekką ręką (czy głową) nie oceniał. Wiem, skąd się biorą dzieci. Znam metody antykoncepcji, choć niektórzy przestali mi chyba już wierzyć, a jednak życia nie da się zaplanować od A do Z. Czasami pisze za nas scenariusze, których się spodziewać nie możemy. I wiem, że to wszystko, co piszę, może być stekiem bzdur, ale ja nie zamierzam nikomu prawić morałów, jak w życiu postępować należy. Jak wcześniej już wielokrotnie napisałam – każdy ma prawo do swoich decyzji. Jednak jeśli przytrafi się Wam spotkać kiedyś taką zbłąkaną duszę, która nosi w sobie nowe życie i nie wie, co zrobić – warto po prostu przy niej być.

Będę wdzięczna, jeśli podzielicie się tym osobistym moim wpisem na swojej fejsbukowej tablicy.

Reklamy

9 thoughts on “Coś więcej niż życie…

  1. Kazdy z nas ma prawo do decydowania o swoim zyciu, do tego sa rozne sytuacje ktorych nie mozna zamknac ramach czarno-bialych. Ale zastanawiam sie ilu z nas by na tym swiecie nie bylo gdyby naszym Mamom uswiadamiano ze to jest ich cialo I ich decyzja. Gdyby mialy taki latwy dostep do przerywania ciazy o jaki niektorzy walcza teraz.
    Ja czuje duzy zwiazek z Twoja miala coreczka gdyz tak jak ona, mimo nieplanowania I niesprzyjajacej sytuacji zyciowej, jestem tu i moge cieszyc sie tym cudownym zyciem 🙂

    Lubię to

  2. Piękny tekst, sama od wielu latstaram się o dziecko niestety bezskutecznie i tym bardziej mogę powiedzieć – życie cudem jest i nie chodzi już o własne decyzje ale i decyzje,które dotykają świat – to maleństwo w przyszłości.
    Bądź dumna ze swojej gromadki, pięknie mieć rodzine

    Lubię to

  3. Piekny tekst, bo napisany przez piekna osobe. Warto to pokazac wszystkim. Lza mi sie w oku zakrecila. Jestes wspaniala kobieta i Twoje dzieci na pewno tez sa takie. Szkoda, ze ten swiat zwariowal i z posiadania wiekszej gromadki trzeba sie tlumaczyc. Ale nie martw sie, koniec koncow to Ty bedziesz wygrana.

    Lubię to

  4. Jesteś silną, mądrą i doświadczoną życiowo kobietą. Jesteś również wspaniałą matką, z której wielu powinno brać przykład. Ściskam Cię mocno i przytulam Twoją gromadkę. Bardzo chciałabym by kiedyś nasze drogi się skrzyżowały.

    Lubię to

  5. Tez niedawno zostalam po raz czwarty mama (niespodzianie) i nie wyobrazam sobie, zeby tego maluszka mialo nie byc. Z drwiacymi usmiechami jeszcze sie nie spotkalam, ale na pewno beda i nie bede sie nimi przejmowac. Milosci nigdy za wiele 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s