Stany Zjednoczone

Nowy Jork od kuchni

Dzisiejszy wpis powstał w ramach projektu zimowego Klubu Polki na Obczyźnie. W ramach tego cyklu przedstawiamy najciekawsze i najdziwniejsze kulinarne zwyczaje krajów w naszych nowych ojczyznach. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda to u innych zapraszam do koleżanek. A ja dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam nieco kuchnię Nowego Jorku. Jak pewnie jeszcze pamiętacie Tajlandię kojarzyć można z jednym wielkim gotującym się garem na ulicy. Jak jest w Nowym Jorku? Co  można tu zjeść?

Mówi się, że ojczyzną pizzy są Włochy. Ja odnoszę wrażenie, że USA i Nowy Jork. Pizzę można tu kupić wszędzie, w każdym smaku, rozmiarze i kolorze. Ba! Nawet można kupić wynalazek, który nazywa się pizza w pizzy. Bajgle (o których mowa będzie za chwilę) też można kupić o smaku pizzy. Nie mówiąc już o chipsach czy innych przekąskach. W sobotę wywożone są śmieci – m.in. kartony i niemalże przed każdym domem można zobaczyć kartonowe pudełko po włoskim (mimo wszystko) smakołyku.

Jeśli mowa o nowojorskim jedzeniu nie można zapominać o bajglach, czyli bułeczki drożdzowej w kształcie oponki. Mówi się, że w Nowym Jorku nie można zjeść złego bajgla i że to pogoda sprawia, że smakują one tutaj tak dobrze. Powiem tak – są ok, ale polski chleb na zakwasie wygrywa zdecydowanie przy takiej bułeczce. Może ja jeszcze nie trafiłam na odpowiednio dobrą? Zaraz obok – pretzle (moja córka nazywa je prenclami) – które można kupić niemalże na każdym rogu z budki z jedzeniem, których jest tu sporo.

Jak już mowa o pieczywie – burgery, burgery i jeszcze raz burgery. Bułeczki z kotletem wołowym to must eat w Nowym Jorku czy w Stanach w ogóle. I nie ma tutaj co biegać do Mac’a, bo tam to śmiech na sali można dostać. Prawdziwy hamburger to solidna bułka z porządnym kawałkiem mięsa w środku – plus jakieś warzywa typu sałata, ogórek czy pomidor. Do tego zazwyczaj dokłada się frytki i… można się zwyczajnie ocielić z przejedzenia. Bo należy wiedzieć o tym, że porcje jedzenia w Stanach są po prostu ogromne. I naprawdę mam na myśli, że są ogromne.

Zostajemy w temacie pieczywa. Pączki czyli donats. Mdląco słodkie okrągłe pączusie z dziurką w środku występują tu chyba w każdym możliwym kolorze. Pączki zmieniają swą szatę zależnie od pory roku i tak na święta można kupić m.in. zielone i czerwone, w okresie Halloween o smaku dyni – kolor polewy też odpowiedni. Jednak bez nich Nowy Jork dla mnie nie istnieje – albo Ameryka w ogóle, bo wszyscy wiedzą, że każdy szanujący się amerykański glina je pączki! Swoją drogą – popularnych DD (Dunkin’ Donats) jest ponoć w Stanach więcej niż  Starbucks’ów i McDonalds’ów razem wziętych. Chyba musi być jakaś przyczyna, prawda?

Do pączka obowiązkowo musi być kawa. Kafejek, kawiarni jest tu sporo. Można nie tylko wypić małą czarną (lub dużą latte) z kafeiną lub bez, ale też zjeść śniadanie – kanapkę, jajo czy parówkę – a najlepiej wszystko na raz. Zabieganych Nowojorczyków bardzo często można spotkać z parującym napojem w dłoni. Szczególnie jeśli temperatura na zewnątrz dość mocno spada. Co mnie zaciekawiło – można sobie zamówić kawę nie tylko z cukrem lub bez, ale poprosić o konkretny kolor słodzika – żółty, niebieski czy różowy. Nie mam pojęcia, czym to dziadostwo się od siebie różni. Może zawartością cukru w cukrze?

Cukier. Jest wszędzie. W Polsce też dodaje się go do wszystkiego, ale tu do wszystkiego z nawiązką. Odnoszę wrażenie, że wypieki – wspomniane pączki czy też muffiny są dwa razy słodsze niż gdzie indziej na świecie. Cukier jest wszędzie – w pieczywie, wędlinach, serkach (znany również w Polsce serek Philadephia można kupić w wersji słodkiej – truskawkowej na przykład, proszę wierzyć, że nie da się tego jeść) czy maśle.

Dość częstym widokiem w sklepach – dużych marketach i małych sklepikach – są gotowe dania. Pewnie wynika to z trybu życia Nowojorczyków – wychodzą rano do pracy, wracają późno i gotować się nie chce. Można więc  wyskoczyć do sklepu i kupić coś gotowego. Wybór jest dość spory – mięsa, sałatki, makarony, pizze, lasagne. Potem mikrofalówka i mamy obiad – czy też kolację gotową. Można również kupić jedzenie z tzw.food truck’ów. Falafel, kebab czy hot dog załatwia sprawę. A jeśli nie chce wychodzić się z domu w ogóle, jedzenie zamówić można przez telefon – można zadzwonić lub zwyczajnie zamówić przez aplikację. Dla mnie to  zaskakujące, ile tych aplikacji istnieje! Dzisiaj widziałam nawet uber eat, a dotychczas uber kojarzył mi się tylko z taksówką. A zamawiać jest co, bo w Nowym Jorku można spróbować chyba wszystkich kuchni świata. Najbardziej popularne są oczywiście włoskie i chińskie, ale zjeść tu można chyba z każdego zakątka i każdy będzie zadowolony.

Pomyśleć można, że Nowy Jork je bardzo niezdrowo. Nie byłby to prawdziwy obraz tej kuchni, bo jeść można również zdrowo i kolorowo. Sałatki, świeżo wyciskane soki czy też smoothie, dania wegetariańskie, lody jogurtowe – każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego. Wszystko zależy od naszych upodobań kulinarnych.

Zaryzykuję stwierdzeniem, że Nowy Jork to również jeden wielki gotujący się garnek z jedzeniem. Miasto, które przecież nigdy nie śpi serwuje nam wszystko, co tylko jesteśmy w stanie wrzucić na ruszt. Czy zawsze zdrowo? – można dyskutować. Nikt nam niczego nie narzuca. W końcu Stany Zjednoczone to kraj wolności i demokracji. Wolnoć Tomku z Twoim domku. I żołądku też.

img_20160814_050848img_20170121_123344img_20161108_094444img_20161219_095919img_20161223_084733img_20170120_165707img_20170121_123312img_20170121_123320

Reklamy

One thought on “Nowy Jork od kuchni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s