Stany Zjednoczone

Zaskakująca Ameryka

Przyjeżdża sobie emigrant do nowego kraju. I wiadomo, że we łbie swoim ma już jakieś wyobrażenie (często i gęsto mylne) danego kraju. Bo coś przeczytał, bo coś zobaczył, bo ktoś coś powiedział. No więc przyjeżdża. I następuje weryfikacja z rzeczywistością. Statua Wolności rzeczywiście stoi. Kolor się niby zgadza, ale taka jakaś mała i jakby nie z tej strony, z której stać miała (powinna przecież!). Więc po kolei.

Emigrant słyszał, że Ameryka droga. Oj, droga. No i w sumie prawda. Chociaż po dwóch latach spędzonych w Londynie i trzech na włoskiej prowincji jakoś ceny nie zwalają z nóg emigranta. Prawdą jest, że jest drogo, ale to, czy jest drogo czy drożej zależy od tego, co, gdzie i ile kupujemy. Zdecydowanie opłaca kupować się więcej –  wtedy zazwyczaj płaci się taniej. Warto porównać ceny w różnych sklepach, bo różnią się między sobą zdecydowanie, a jak mówi pewna reklama – jak nie widać różnicy, to po co przepłacać. Do tematu jedzenia na pewno jeszcze będę wracać, bo to dość długi temat.

Emigrant słyszał, że Amerykanie są dziwni. Swoją drogą to zaskakujące, ale emigrant mało zna Amerykanów, a trochę ludzi zna. I może ciężko tu pisać o Amerykanach ogólnie, bo tego tematu to mogłam liznąć niewiele (świadomie lub nie), ale o Nowojorczykach już swoje zdanie mam. To wspaniali, ciepli i bardzo otwarci ludzie. Pisałam już ostatnio, że Nowy Jork jest mieszanką kultur i narodowości. Może właśnie to sprawia, że jest taki…ludzki. Niemalże codziennie mam okazję rozmawiać z przypadkowymi osobami i póki co, jeszcze mi się nie zdarzyło tego żałować. Można porozmawiać o pogodzie lub przyrodzie. Temat rozmowy jakoś zawsze nawija się sam. I choć nie jestem z natury osobą, która sama zaczepia ludzi, to te pogawędki sprawiają mi wiele przyjemności. W Tajlandii – mimo iż to kraina uśmiechu przecież, a ludzie naprawdę byli życzliwi, ciężko było o takie pogawędki. Zapewne przeszkodą była bariera językowa, ale w jakimś stopniu też kulturowa. A tu  mimo multi-kulti tego nie czuję. Obcy ludzie mówią dzień dobry i życzą miłego dnia, bezdomny mężczyzna (z pełnym uzębieniem i nieziejący alkoholem) przedstawia się, po czym pomaga mi wpakować wózek do autobusu, w metrze starsza pani śpiewa piosenki Juniorowi, gdy dość ma już podróżowania. To miłe. Czasami te małe gesty pomagają zagubionemu emigrantowi na nowej ziemi… I w sumie tylko raz jedyny podczas tych dwóch miesięcy poczułam się nieswojo – kiedy poszłam do zapisać dzieci do szkoły. Trafiłam na jakąś biurokratkę, która zachowaniem i głosem przypominała mi bardzo Estelle Leondard – agentkę Joey’ego Tribbiani z Przyjaciół. Jeśli ktoś nie wie, o kim mówię – odsyłam tu. Pani po kilku wizytach pokazała swoją nieco bardziej ludzką twarz, ale pierwsze wrażenie robi się tylko raz.

Emigrant słyszał, że w Ameryce mówi się po angielsku. I z grubsza jest to prawda. Ale zaskoczył mnie fakt, że równie często (jeśli nie częściej) mówi się tu po hiszpańsku. Ulotki, notki ze szkoły, instrukcje obsługi – wszystkie są dwujęzyczne. W sklepach, na poczcie, w szkole – również można mówić po angielsku i hiszpańsku. Dość często słyszy się tu też język włoski i grecki.

Emigrant słyszał również, że w Ameryce jest mnóstwo grubasów (nikogo nie urażając). I sporo w tym prawdy. Już Londyn był zaskakujący w tym temacie. W Polsce też sporo jest ludzi z nadwagą – mniejszą lub większą. Siedzący tryb życia, jedzenie, brak ruchu robią swoje. Tutaj zdecydowanie więcej jest takich osób. Jednak wspaniałe jest też to, że sporo ludzi biega, ćwiczy, spaceruje. Biegających ludzi można spotkać wszędzie i o każdej porze dnia i nocy.

Emigrant słyszał również, że Ameryka jest bardzo amerykańska. I to też prawda. Flagę amerykańską każdy chyba widział w jakimś filmie – pewnie wiele razy. I tutaj można spotkać ją równie często. Nie tylko przed szkołami czy urzędami. Wywieszone są również przed normalnymi domami. I nie dlatego, że niedawno był Dzień Niepodległości i ktoś zapomniał zwinąć. Myślę, że sporo w tym uroku. Flagi nie należy się wstydzić. Mieszkańcy Nowego Jorku nie wstydzą się również swojej religii. Przed domami stoją mini kapliczki z figurkami Matki Boskiej czy Jezusa (nie przeszkadza to zupełnie pół metra dalej postawić dekoracji na Halloween). Bardzo przypomina mi to domki dla duchów tak popularne w Tajlandii.

Emigrant słyszał również, że Nowy Jork jest piękny, wspaniały, cudowny, jedyny w swoim rodzaju, zapiera dech w piersiach. I choć jeszcze wszystkiego nie widział, wszystkiego nie spróbował i wszystkiego nie zjadł, to może powiedzieć z pełną odpowiedzialnością – jest przede wszystkim ludzki.

img_20161002_105518

img_20160827_135625img_20160918_094159img_20161002_105255img_20161011_101643img_20161015_170916img_20161016_163921

Reklamy

One thought on “Zaskakująca Ameryka

  1. Ja wylądowałam w Chicago i tu równie często co angielski i hiszpański można usłyszeć polski 😉 To chyba dlatego tak bardzo obawiam się ewentualnej przeprowadzki do innego stanu/kraju – na pewno nigdzie już nie będę mogła poczuć się jak w Polsce 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s