Stany Zjednoczone

Welcome to America!

Wiem, że jakaś część z Was czekała na ten wpis. Przepraszam za zaniedbanie bloga. Kilka mniej lub bardziej znaczących czynników skutecznie pozbawiło mnie radosnej weny twórczej.  Ale jestem i będę starała się pisać w miarę regularnie! I bardzo dziękuję tym i owym za zaglądanie, pytanie o mnie i o blog. To dla mnie, bazgrzącej kury domowej bardzo ważne.

Chociaż jestem (jestem?) osobą w gorącej wodzie kąpaną, nie chciałam, aby mój pierwszy wpis o Ameryce był zwyczajnym laniem wody. Mam jakiś szacunek dla moich czytelników i zwyczajnie uważam, że byłoby nie w porządku pisać nieprawdę lub pisać posty nie znając rzeczywistości. Jednak nie da się pisać jednej prawdy, będąc blogerem. Przecież to nie literatura faktu. Wiadomo, że moja rzeczywistość będzie różniła się od czyjejś, bo punt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia, a siedzenia bywają różne. No, tyle tytułem wstępu o mojej Ameryce.

Lot do Nowego Jorku był cholernie długi i męczący. Jak jedno dziecko spało, drugie niekoniecznie chciało i tak na zmianę. Myślałam, że zostaniemy w tym samolocie na zawsze. Ale udało się. Ukraińscy piloci i tym razem dali radę i ostatecznie udało nam się wylądować na lotnisku imienia J.F.Kennedy’ego. Po 48 godzinach na nogach, za to bez snu, stojąc w długiej kolejce przy okienku strażnika granicznego, wpadłam w paranoję, że wwożąc moje cztery wedlowskie czekolady i dwie paczki nasion z bazylią na teran Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej popełniam przestępstwo kryminalne i mnie nie wpuszczą. Ale udało się. Nikt się nie dowiedział… Pan strażnik bacznie się przyjrzał naszej wesołej i wcale nie zmęczonej gromadzie i powiedział Welcome to America.

Pierwsze dni w Nowym Jorku czułam się jak w Bangkoku. Niemiłosierny upał, wysoka wilgotność.  Zastanawiałam się, do kogo składać mam reklamację! Przecież miało być inaczej. Cały sierpień i pół września temperatura oscylowała w granicach 35 stopni. Ale Nowy Jork to zdecydowanie nie Bangkok. Nie czuję się tutaj już jak ufoludek – może troszeczkę. Zniknęła bariera językowa i kulturowa. Niby można się do tego przyzwyczaić, a jednak łatwiej jest bez niej. Bez udawania, bez pilnowania się na każdym kroku. Na ulicach panuje ład i porządek. Nie ma charakterystycznego smrodku gotujących się potraw. Jest inaczej. Normalniej jakby…

Jaki jest sam Nowy Jork? Jedyny w swoim rodzaju. Jest jak książka z kolorowymi stronami – a każda z inną historią, w innym odcieniu. Przypomina mi bardzo Londyn. Zderzenie różnych kultur, osobowości, języków. Kręci mnie ta mieszanka bardzo. To miasto, które tętni życiem, mieni się tysiącem kolorów. I przy tym wszystkim czuje się tu taką wolność i swobodę. Nikogo nie dziwi staruszka z różowymi dredami czy mały zespół gospel wpadający do wagonu metra i dający popis swoim umiejętnościom. Gdziekolwiek się nie pojawisz, zawsze znajdzie się ktoś chętny do rozmowy. I nie odnoszę wrażenia, że coś jest na siłę, bo tak trzeba. Mimo iż jestem nieco ograniczona mobilnie, bo zawsze muszę ze sobą ciągnąć wózek i dziecko, a czasami nawet troje, lubię bardzo przemierzać kolejne uliczki w poszukiwaniu czegoś nowego, inspirującego i zawsze się coś znajdzie. Czuję się jak dziecko podczas Bożego Narodzenia. Każda dzielnica bardzo się od siebie różni. Klimatem, zabudową, ludźmi, jedzeniem. Każda jest inna. I każda ciekawa. Mam nadzieję, że choć trochę będę mogła Was w ten klimat wprowadzić.

Uczestniczę w konkursie „Emigrantki własnym głosem” organizowanym przez  Muzeum Emigracji w Gdyni na najciekawszy blog pisany przez polską emigrantkę

img_20160823_104407img_20161008_102739img_20161002_103451img_20160918_103502img_20160906_113147img_20160825_134806

Reklamy

7 myśli na temat “Welcome to America!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s