matka · Tajlandia

Z dzieckiem w Tajlandii

Kiedy jeszcze mieszkałam w Tajlandii, sporo pytań kierowanych do mnie dotyczyło wakacji z dziećmi. Wiadomo, jak to matki – mają zawsze milion pytań o dzieci. Dzisiaj więc kilka odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.

Mnóstwo razy powtarzałam, że Tajlandia jest krajem cywilizowanym. Nie jest to kraj trzeciego świata. Nie ma tu smoków ziejących ogniem. Nie praktykuje się tu kanibalizmu. Tudzież (przynajmniej oficjalnie) nie jada się psów i kotów. Jest to kraj dość bezpieczny jako miejsce docelowe dla turysty. Egzotyczne, ale bezpieczne – nie skupiam się tu na atakach terrorystycznych, które się od czasu do czasu zdarzają. Oczywiście bezpieczeństwo to rzecz bardzo zależna od wielu czynników. Posłużę się przykładem. Zapewne większość z nas (jeśli nie wszyscy) powie, że Polska to kraj bezpieczny. Można się bez większych obaw wypuszczać w różne rejony i dzielnice i zazwyczaj wszyscy wracają cali. Jednak pewien Pakistańczyk pracujący kiedyś z moim mężem polemizowałby z tą opinią. Otóż miał przyjemność spotkania skinheadów w naszym pięknym kraju. Ich krótka znajmość zakończyła się na krawężniku, na którym ów Pakistańczyk stracił większość swoich zębów. Wracajmy jednak do Tajlandii.

Mieszkałam w Tajlandii, w Bangkoku dwa lata. Mieszkały ze mną również i dzieci w wieku szkolnym, pojawił się i niemowlak. Wszystkie sztuki przeżyły. Na początku baliśmy się zatrucia wodą, jedzenia na ulicy, bezdomnych psów i kotów, ale później zupełnie przywykliśmy do warunków tam panujących.

Jednym z głównych problemów, które mogą dokuczać naszym milusińskim, jest pogoda. Należy pamiętać, że w Tajlandii jest naprawdę ciepło. Do tego dochodzi wysoka wilgotność powietrza. Dla dorosłego człowieka jest to dość kłopotliwe, dla dziecka może być jeszcze bardziej. Oczywiście hotele są w większości klimatyzowane, ale przesadne podkręcanie termostatu może skończyć się katarem, więc nie przesadzałabym ze zbytnim chłodzeniem się. Na pewno trzeba pamiętać o częstym podawania płynów. Dotyczy to dorosłych i dzieci. Z tym, że dzieci odwadniają się szybciej. Zwykła woda (BUTELKOWANA) sprawę idealnie rozwiąże, więc lepiej podarować sobie słodkie soczki. Za to nie radzę podawać dzieciom wody, która jest podawana do posiłków w podniebnych restauracjach. Chłodzić można się również lodami. Sprzedawców lodów kokosowych jest sporo. Jedzenie ich (lodów, nie sprzedawców), jest bezpieczne. Bezpiecznie jest też jedzenie z budek. Pisałam już kilkakrotnie, że łatwiej jest zatruć się jedzeniem z zamkniętej restauracji niż z budki, gdzie potrwy są gotowane na bieżąco. Warto mieć na uwadze, że niektóre potrawy są dość ostre, więc cokolwiek podamy dzieciom, należy najpierw samemu sprawdzić. U nas hitem były zupy, których normalnie moje dzieci nie jedzą i kluchy ryżowe zasmażane z kurczakiem. Pycha! Naleśniki z bananem, choconana i inne słodkie wynalazki na pewno też podbiją młode podniebienia. Jeśli podróżujemy zaś z niemowlakiem, bez problemu dostaniemy słoiczki (nie jestem ich fanką, Junior również, ale pytania o jedzenie są) z jedzeniem w większych sklepach – niewielki wybór jest w 7-eleven, dość satysfakcjonujący w większych centrach handlowych, w supermarketach Tops, Villa Market i innych. Suchy prowiant typu wafle ryżowe czy jakieś inne ciasteczka też tam istnieją.

Jak się już nasze pociechy (małe i duże) najedzą, to na pewno będą musiały się też wypróżnić. Pieluchy można kupić w marketach i każdym 7-eleven. Problem może być natomiast ze starszymi. Miejskich toalet jest mało. Można się ratować oczywiście centrami handlowymi. Załatwienie potrzeb fizjologicznych wcale nie musi się jednak skończyć sukcesem, ponieważ toalety tajskie nieco się różnią od europejskich. Czasami w podłodze jest po prostu dziura. Trzeba nieźle się nagimnastykować, żeby do niej trafić. Nie ma co tam również szukać papieru toaletowego. Tyłek się podmywa wężykiem. O toaletach będę jeszcze pisać, bo nawet przygotowałam się na tę okazję i mam zdjęcia.

Dość kłopotliwe może być spacerowanie z dziećmi – dotyczy to głównie BKK, ale w innych miejscach bywało podobnie. Brak podjazdów na krawężnikach. Chodniki bywają nierówne i są pełne niespodzianek w postaci wystających śrub, kabli czy dziur. W wielu miejscach są schody, nie ma wind – dotyczy to również stacji BTS. Najczęściej pojawia się jakaś dobra dusza, która pomoże, aczkolwiek czasami trzeba bujać się z wózkiem samemu. Przejść się da, ale wybierałabym się raczej z wózkiem typu parasolka niż wielką landarą z pompowanymi kołami – w wielu miejscach może się nie zmieścić i ciężko będzie się poruszać po chodnikach. Należy mieć również na uwadze, że po chodnikach jeżdżą motocykle, więc dziecko zawsze warto mieć na oku, bo nigdy nie wiadomo, jak może się przygoda z tym pojazdem skończyć.

Co do innych pojazdów. Autobusy w większości są klimatyzowane. Nie są one niskopodłogowe, więc nie ma możliwości  wjechania do środka wózkiem. Dzieciom zazwyczaj miejsca się ustępuje. Kobietom w ciąży niekoniecznie. Nie jest przecież mnichem. BTS jest dość wygodnym środkiem komunikacji, aczkolwiek pociągi bywają zatłoczone – szczególnie w godzinach szczytu, czyli rano i pod wieczór. Warto też mieć pod ręką kocyk, bo chłodek skutecznie zamraża spływający pot. Łódką podróżować się da – mówię o regularnych łodziach kursujących po Chao Phryha, a nie turystycznych dwójkach, które prują z prędkością światła. Łódki bywają zatłoczone, ale szybko i skutecznie można dopłynąć na miejsce. Motocykle odradzam. Z tuk-tukami byłabym ostrożna. Można spróbować, ale raczej nie jest to pojazd dla mniejszych dzieci. Kierowca, który będzie miał okazję jechać szybko, będzie jechał szybko niezależnie od wieku pasażerów. Lepiej wybrać taksówkę.

W temacie bezpieczeństwa – niekoniecznie na drogach, zwróciłabym uwagę na wszelkie wystające kable. Bywa, że przechodząc na drugą stronę wiaduktem, można mieć na wyciągnięcie ręki kable różnego typu. Bezpieczeństwo nie zawsze jest najsilniejszą stroną Tajów. Kable bywają również wkopane na… plażach. Jakiś czas temu dziecko zginęło porażone prądem przez taką niezabezpieczoną niespodziankę. Bezpańskie psy i koty zazwyczaj nic nikomu nie robią. Są tak znużone swoim życiem w upale, że najczęściej nie chce im się nawet ruszać. Jednakże wypadki się zdarzają. W większości są to psy nieszczepione na wściekliznę, więc byłabym ostrożna mimo wszystko z wyciąganiem łapek w kierunku tych czworonogów.

Bardziej za to bywają przyjaźni sami Tajowie. Uwielbiają oni dzieci. Szczególnie małe i szczególnie jasnowłose. Nie będą mieli oporów, żeby dziecię dotknąć, połaskotać czy nawet pocałować. Będą się pytać o wiek i imię. Najczęściej są to miłe spotkania, więc nie ma powodów do niepokoju. Niemniej czujność warto zawsze zachować, bo w Tajlandii zdarzają się (bardzo rzadko) porwania dzieci.

Czy da się więc podróżować z dziećmi do tropików, Tajlandii, Bangkoku? Oczywiście. Dla chcącego nic trudnego. Mam nadzieję, że nikogo skutecznie nie odstraszyłam, pisząc o wszelkich niebezpieczeństwach i niedogodnościach. Poruszanie się po Bangkoku, podróżowanie po Tajlandii może być nieco  kłopotliwe, ale dla chcącego nic trudnego. Również z dziećmi.

IMG_9470
Z naszej wyprawy na wyspę Jamesa Bonda.
IMG_20160217_124441
Jedna z wielu toalet. Spłuczka ręczna – wodę nabiera się w kubeczek. Brak papieru jest normą. Tyłek się myje, a nie rozciera brudami.

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s