Emigracja · Tajlandia

O wożeniu się taksówką w Bangkoku

Przed przyjazdem do Bangkoku ustaliliśmy sobie (tzn.Pan Mąż i ja), że samochodu w tym kraju i mieście mieć nie będziemy. Po pierwsze z góry wiedzieliśmy, że będziemy tu mieszkać tylko dwa lata (plus-minus), po drugie sporo naczytaliśmy się o tym, jak Tajowie przestrzegają (a w zasadzie nie przestrzegają) zasady ruchu drogowego, a po trzecie zakładamy zawsze, że w tak wielkich metropoliach jak Bangkok zazwyczaj połączenia komunikacyjne są świetnie zorganizowane i nie ma co dokładać swojego wehikułu do zakorkowanych ulic. W ten sposób dość dobrze udało nam się poznać wszelkie środki komunikacji publicznej od podszewki. Dzisiaj chciałabym się skupić na taksówkach. Postanowiłam poświęcić im jeden osobny wpis, bo jest o czym pisać.

W gąszczu innych pojazdów na tajskiej ulicy taksówki wyróżniają się żywymi kolorami: niebieskie, żółto-zielone, czerwone, pomarańczowe, różowe. Te żółto-zielone prowadzą sami właściciele, więc zazwyczaj taksówki są zadbane, a taksówkarz bardziej ogarnięty, więc jest większa szansa na dotarcie na czas i na miejsce. Pozostałe kolory to po prostu różne korporacje, które wypożyczają swoje samochody taksówkarzom.

Podróżowanie bangkockimi taksówkami jest dość proste i wygodne. Świecący się różowy napis w prawym dolnym rogu szyby świadczy o tym, że pojazd jest wolny. Wcale nie oznacza to, że zatrzymana taksówka zawiezie nas, gdzie chcemy. Kierowca może odmówić kursu, choć z założenia nie powinien i nawet możemy to zgłosić. Nie powinien, ale dość często zdarza się, że odmawia. Szczególnie, jeśli podróż ma trwać dłużej i wieźć ma przez korki. Kierowcy wolą krótsze dystanse – bardziej im się to opłaca. Zdarza się więc, że zatrzymany taksówkarz na wieść o naszym celu podróży nagle i niespodziewanie musi jechać do domu lub zatankować paliwo. Nie ma się co zrażać. Tego kwiatu jest pół światu.

Ogromnym plusem taksówek jest to, że są tanie. Podróżuję nimi naprawdę sporo, bo rezyduję daleko od centrum, gdzie mieszkają moje koleżanki i gdzie znajduje się większość ważnych miejsc. Rzadko płacę więcej niż 120 bahtów (około 12 zł). Na wejście (i jednocześnie za pierwsze trzy kilometry) płaci się 35 bahtów. Każdy kolejny kilometr to 5,5 bahta i tak jest to 12 km. Potem cena wzrasta do 6 thb/km. Jeśli utkniemy w korku, a zazwyczaj utkniemy, to płaci się za czas – 1.5 thb za minutę. Wszystkie taksówki posiadają taksometry i obowiązkiem kierowcy jest go włączyć, a jeśli taksówkarz rzuca jakąś ceną z kosmosu, to znaczy, że szuka łosia, który na taką cenę przystanie (zdarza się to coraz rzadziej). W takim wypadku nie ma się co zastanawiać, tylko wysiadać z taksówki i szukać innej. Zazwyczaj nie ma z tym problemu, bo taksówek w Bangkoku jest ponad 150 tysięcy, więc jest w czym wybierać. Chyba, że pada deszcz, są godziny szczytu (pora do lub z pracy/szkoły) lub jest noc – może być to dosyć czasochłonne, ale nie niemożliwe. Trochę inaczej ma się sytuacja na lotnisku – tam cena jest ustalona z góry i zazwyczaj jest wyższa. Również na dłuższych dystansach (z jednego miasta do innego) trzeba będzie się targować. Obowiązkiem podróżującego jest też płacenie za autostrady – jeśli takimi się poruszamy, cena – 25-50 thb.

Taksówki bywają różne. Są nowe i stare. Są czyste i brudne. Są zadbane i nie. Bywa, że wsiada się do wozu pachnącego nowością i czystością, a bywa, że odrzuca na dzień dobry. Można też podróżować z mrówkami lub/i innym robactwem. Kiedyś jechałam taksówką, w której odkryłam cztery różne rodzaje mrówek… Chociaż zazwyczaj jest czysto. Tak samo jest z samymi taksówkarzami. Zazwyczaj nie odbiegają od normy. Są czysto i schludnie ubrani i nie mają zapachu. Ale typy odbiegające od normy też się zdarzają, jak również mlaskające, cykające, dłubiące w nosie lub zębach, wyrywające sobie włosy z nosa lub brody (taki rodzaj golenia).

Zazwyczaj też jest bezpiecznie, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła swoich trzech groszy. Taksówkarze czasami widząc obcokrajowca, lubią oszukiwać. Będą się targować o cenę (mimo iż mają obowiązek włączyć taksometr), mogą go wyłączyć w trakcie jazdy i rzucić cenę za kurs z kosmosu, licząc na to, że się zgodzimy. Mogą udawać, że nie mają z czego wydać reszty – więc zawsze warto mieć jakieś mniejsze banknoty przy sobie. Będą nas wozić po Bangkoku okrężną drogą, żebyśmy więcej zapłacili za kurs – zalecam sprawdzić sobie na mapie jaki jest mniej więcej dystans z punktu A do punktu B. Warto też zwracać uwagę na to, jak zachowuje się kierowca. Mnie zdarzyło się podróżować z takim, który zasypiał za kółkiem. Na szczęście staliśmy w korku, kiedy zauważyłam jego kiwającą głowę, ale tak wrzasnęłam, że do końca podróży już się grzecznie pilnował, zerkając co chwilę w lusterko. Moja starsza sąsiadka jechała kiedyś z oszołomem, który woził ją trzy godziny po mieście. W końcu dotarł na miejsce i zaczął wrzeszczeć na nią, na naszych strażników, rzucać pieniędzmi, biegać po parkingu. Okazało się, że był pod wpływem narkotyków. Zdarza się również, że taksówkarze jadą na red bullach, które są trzy razy mocniejsze niż te w Europie. Wystarczy, że wypiją więcej niż jedną buteleczkę i kop jest dość porządny. Należy również być ostrożnym, podróżując w nocy. Szczególnie jeśli jest się kobietą. Forum thaivisa.com pełna jest różnych ciekawych (i przerażających historii) z nimi w roli głównej. Czytałam też, że większość z nich dla własnego bezpieczeństwa wozi ze sobą broń. Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ale jak mam jakąś podbramkową sytuację, wolę wysiąść gdziekolwiek, nawet jeśli mi nie po drodze, niż ryzykować.

Nie ma jednak co demonizować, bo większość taksówkarzy jest grzeczna i miła. Zazwyczaj podróż mija w zupełnej ciszy, ku radości obojga stron – mojej, bo nic nie mówi, a jego, że o nic nie pytam. Zdarzają się jednak gaduły mówiące świetnie po angielsku, wtedy korzystam, pytając o wszystko, co dla mnie ważne. Zresztą, im też zdarza się pytać – gdzie mieszkamy, skąd jesteśmy (aaaa Lewandowski!), gdzie pracuje mąż, ile zarabia, ile mam dzieci, co kupiłam, itd. Jak mówią – sky is the limit i tak jest też w tym przypadku.

Co jeszcze warto wiedzieć? Znajomość angielskiego nie jest konieczna. Taksówkarze nawet jeśli mówią po angielsku, mogą wcale nie chcieć się z tym faktem ujawniać. Bo jeśli mówią słabo i ten fakt ujrzałby światło dzienne, to dla Taja oznaczałoby to utratę twarzy, a na to pozwolić sobie nie może. Dlatego warto mieć zapisany adres hotelu czy miejsca docelowego na kartce, najlepiej po tajsku. Z miejscami popularnymi większego problemu nie ma. Ja na początku jeździłam z mapą i adresem tajskim, który dostałam od naszej recepcjonistki. Ale ta mapa albo jakaś trefna była, albo Tajowie średnio czytają mapy, bo zawsze studiowali je bardzo uważnie przez kilka minut z różnym rezultatem. Z czasem nauczyłam się nazwy po tajsku i teraz problemów już nie ma. Co prawda muszę czasami kilka razy powtórzyć, zanim kierowca zrozumie, co do niego mówię, ale dojeżdżam, gdzie chcę.

Niedogodności podróżowania taksówkami się zdarzają, ale jak napisałam wcześniej – nie ma co przesadzać. Zawsze są plusy i minusy. Dla mnie taksówki zdecydowanie wygrywają nad motocyklami i tuk-tukami. Kierowcy tych drugich to dopiero wyzwanie (i szaleństwo)! Ale o tym innym razem.

IMG_20140910_081927
To zdjęcie idealnie pokazuje, jak dużo w Bangkoku jest taksówek. 
IMG_20160513_092254
Takie naklejki dość często można znaleźć w taksówkach. To regulamin zachowania…
IMG_9702
Trzy kolory – niebieski. 

IMG_9713 (1)

Reklamy

2 thoughts on “O wożeniu się taksówką w Bangkoku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s