Emigrantka · Tajlandia

Savoir vivre czyli jak nie palnąć gafy w Tajlandii

Co kraj, to obyczaj. Również Tajlandia ma swoje kanony zachowania. Warto się z nimi zapoznać, zanim się tu przyjedzie, bo o gafę wcale nie jest trudno. Jeśli chcemy zyskać respekt Tajów albo przynajmniej nie wpaść w ich kraju w kulturowe (i nie tylko) tarapaty, musimy przede wszystkim szanować: króla i całą królewską rodzinę, ich religię (lub inaczej mówiąc system filozoficzno-religijny, bo tak mówi się o buddyzmie) i kraj, no i zwyczaje. Łatwe prawda? Otóż niezupełnie. Bo pod tym ogólnym stwierdzeniem kryje się mnóstwo haczyków, o które bardzo łatwo zawadzić.

Sawadee ka (khap – w przypadku mężczyzn)! Tak witają się Tajowie i warto je sobie przyswoić, bo często się go tu używa. Tajowie nie witają się przez podanie ręki, a przez gest wai. Gest ten polega na złożeniu dłoni jak to modlitwy i lekkim skinieniu głowy. Przy tym zależnie od pozycji w społeczeństwie inaczej ten gest się wykonuje – lub przyjmuje. Generalnie zasada jest taka, że im osoba jest ważniejsza, tym ręce wędrują wyżej. Gest wai wykonuje się nie tylko wobec ludzi, ale również miejsc (np.świątyń) lub rzeczy (np.portretu króla).

Królowi i jego rodzinie poświęciłam już kiedyś cały długi post i dwa wieczory szukania i pisania, że o zdjęciach nie wspomnę. Moja koleżanka (pozdrawiam serdecznie) zaraz po przeczytaniu go, napisała do mnie, że nie powinnam absolutnie o tym pisać. Przysięgam, że nie napisałam niczego złego, ale pomyślałam, że może gdzieś, czegoś nie dopatrzyłam. Post zdjęłam, bo pomyślałam, że może ma rację. Dlaczego? Mówi się, że król i jego rodzina to absolutny temat tabu i nie powinno się o nim zupełnie rozmawiać – nawet dobrze. Nie sposób jednak nie wrócić do tematu, pisząc o tajskim savoir vivrze, bo jest to bardzo ważny punkt. Rzeczywiście, rozmowa na tematy królewskie może być dość ryzykowna. Szczególnie, jeśli zaczniemy oceniać i dzielić się naszymi przemyśleniami. Królowi w Tajlandii oddaje się absolutną cześć i nie ma tu dyskusji. Tajowie króla kochają i kropka. Czytałam o tym przed przyjazdem do Tajlandii, ale ogrom tej miłości mnie szczerze powalił na kolana. Wizerunki króla można spotkać dosłownie wszędzie – od ogromnych posterów na ulicy po małe obrazki w każdym domostwie. Królewskim dniem jest poniedziałek (tego dnia urodził się król) i wtedy też Tajowie na znak solidarności z królem noszą żółte koszulki. Również królewskie urodziny przypadające 5 grudnia są obchodzone bardzo hucznie. Tego dnia świętuje się również tajski Dzień Ojca (analogicznie Dzień Matki jest obchodzony w dzień urodzin królowej). Dwa razy dziennie – 0 8 i 18  w radio, telewizji, miejscach publicznych jest odgrywany hymn Tajlandii – na cześć króla. Należy się wtedy zatrzymać, ręce opuścić i grzecznie wysłuchać. Hymn grany jest również podczas ważnych większych uroczystości, wydarzeń, ale też i przed seansem w kinie czy przedstawieniem szkolnym. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo to wszystko dla Tajów ma ogromne znaczenie. O królu i jego rodzinie nie można mówić źle, a jeśli ktoś spróbuje, może zapłacić dość surową karę, spędzając w tajskim więzieniu otoczonym złą sławą wiele lat. Nie można mówić, pisać, słuchać, a nawet klikać na fejsie lajki pod postami obrażającymi króla. Nie wypada też wskazywać palcem na wizerunki królewskie. Najlepiej nie wdawać się w żadne dyskusje, nawet jeśli mamy dobre intencje. Zwracam szczególną uwagę na rozmowy z taksówkarzami, bo zdarza się, że ci specjalnie na temat wchodzą, nagrywając rozmowy. Naprawdę może się to źle skończyć. Jeśli dla Tajów król jest ważny, to nie nam oceniać. Nie zapominajmy, że jesteśmy z innej bajki.

IMG_20160426_102055.jpg

Tajowie to naród bardzo religijny. Ponad 93% społeczeństwa jest buddystami. Dlatego też warto przyswoić sobie podstawową wiedzę dotyczącą zasad zachowania w odniesieniu do tej sfery. Zacznę od mnichów, których nie da się nie zauważyć przez ich jaskrawopomarańczowe stroje. W miejscach komunikacji miejskiej (autobusy, BTS, pociągi) jest dla nich specjalne wyznaczone miejsce. Jeśli nie jest, a akurat siedzisz w umownym miejscu dla mnicha, to można się liczyć z tym, że się o tym szybko dowiesz. Na łódkach zazwyczaj jest o miejsce w ostatnim rządku. Nie ma znaczenia to, że jesteś starszy/bardziej zmęczony/w ciąży/umierający – miejsce dla mnicha jest miejscem dla mnicha. Raczej nie ma tu co dyskutować, bo można tylko stracić w oczach Tajów. Pamiętać należy, że kobiety nie mogą mnichów dotykać, bo ci powinni wystrzegać się pokus cielesnych i przez kontakt z kobietami mogliby zatracić swoje duchowe zdolności. Mogą to robić tylko mężczyźni i tylko oni powinni podawać dary, które kobieta chce ofiarować. Tu przynajmniej działa teoria, bo widziałam wielokrotnie, kiedy to kobieta właśnie wkładała do michy ofiarnej mnicha jedzenie. Widocznie działa zasada – jak dają, to bierz, a jak biją, to uciekaj. Również sposób klękania przed mnichem (w świątyni również) różni się nieco. Kobiety siadają na płaskich stopach, mężczyźni z palcami podwiniętymi, dzięki czemu są wyżej niż kobiety. Wygląda to tak:

nogi2

nogi.jpg

IMG_20160319_084006.jpg

Jest też mnóstwo zasad dotyczących zachowania w świątyni – pisanych i niepisanych. Przede wszystkim planując zwiedzanie świątyni, należy się odpowiednio ubrać. Żadnych prześwitów, żadnego świecenia biustem czy kolanami. Nie ma mowy o wejściu do świątyni z odkrytymi ramionami. Dotyczy to również mężczyzn (tu przypomnę może, że niedopuszczalne jest chodzenie z odkrytym torsem po ulicach!). W mniejszych świątyniach przejdzie okrycie się szalem, ale zwiedzając Grand Palace nie ma o tym mowy i trzeba będzie się ustawić w długiej kolejce do wypożyczenia ubrania. Należy zdjąć również okrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne. Nie wolno zapomnieć, że świątynia to miejsce szczególnego szacunku, więc wszelkie krzyki, głośne rozmowy (również przez telefon), śmiechy czy nieprzyzwoite zachowanie jest nie na miejscu. Zresztą, tu nie ma się czemu dziwić, przecież wymagamy tego również w naszych kościołach. Kolejną sprawą jest obuwie – a właściwie jego brak, bo przed wejściem do świątyni należy buty ściągnąć i zostawić w specjalnie wyznaczonym do tego miejscu. Nie wolno stawać na podwyższonym progu przy wejściu do świątyni, bo wierzy się, że mieszkają tam duchy świątyni. (O tym dowiedziałam się na własnej skórze, popełniając taką gafę). W żadnym wypadku nie wolno stopą niczego wskazywać, a już w ogóle w kierunku Buddy – lepiej sobie te stopy schować tam, skąd wychodzą. Najlepiej po prostu uklęknąć (i nie chodzi mi o oddawanie hołdu) albo się gdzieś schować. W ogóle dla Taja wskazywanie czegokolwiek stopą jest bardzo obraźliwe. Stopa to organ nieczysty. A z kolei głowa, która jest najwyżej nie powinna być dotykana przez innych. W niektórych świątyniach nie wolno robić zdjęć. A w tych, w których wolno, warto pamiętać, że ludzie, którzy tam przyszli, niekoniecznie mają ochotę być obiektem fotografowania. Każdy posąg Buddy (mały lub duży) jest uważany za święty – nawet ten zniszczony, więc należy odnosić się do nich z szacunkiem.

IMG_9774

IMG_9782

IMG_9799

Kilkakrotnie pisałam już, że dla Tajów ważne jest zachowanie twarzy. Nie wolno okazywać negatywnych emocji. Nasze temperamenty więc trzeba trzymać na wodzy. Lepiej powstrzymać się również z publicznym okazywaniem uczuć – nawet jeśli to nasz miesiąc miodowy. Te reguły nie obowiązują oczywiście w barach i klubach nocnych. Tam okazywanie słodkich uczuć (również Tajkom) jest wręcz wskazane i pożądane, choć rachunek bywa słony.

Tajowie bardzo nie lubią, kiedy ktokolwiek krytykuje ich kraj. Kraj, politykę, jedzenie, ludzi, o całej reszcie (o której wspominałam) już nie wspomnę. My, obcokrajowcy, jesteśmy dla nich obcymi, przybyszami z innego świata, więc wymagają od nas szacunku dla ich świata, kultury, obyczajów. Z jednej strony im się nie dziwię, bo w końcu mają, jak każdy kraj, do tego swoje święte prawo, a należy pamiętać, że Tajlandia z turystyki żyje. Z drugiej strony trochę dziwnie, kiedy należy pilnować się na każdym kroku i uważać na każde słowo. Ja wolę kierować się zasadą When in Rome, do as the Romans do. To raczej zawsze wychodzi na zdrowie.

Zasad savoir vivru tajskiego jest trochę, ale nie jest to nic skomplikowanego. Przede wszystkim nie należy się bardzo spinać, a w razie draki przeprosić i uśmiechnąć się – również tajskim zwyczajem. (No, tylko tu też należy pamiętać, że zasada ta nie odnosi się do tajskich policjantów i innych funkcjonariuszy.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s