Emigracja · Emigrantka

Za siedmioma latami…

7 marca 2009. Poranny lot z gdańskiego Rębiechowa do Londynu. Pierwszy lot w moim życiu. Próbuję sobie przypomnieć tamtą mnie i widzę młode (a jakże), przerażone dziewczę. Dokładnie siedem lat temu rozpoczęło się nasze emigracyjne życie. Siedem lat to prawie jak siedem gór i siedem rzek. Siedem lat to dziewięć przeprowadzek, trzy państwa, dwoje dzieci i mnóstwo doświadczeń – tych pozytywnych i tych trochę mniej. Każde miejsce wniosło w moje życie coś nowego, innego.

keep-calm-and-live-in-the-uk-9.jpg

Dwa lata w Anglii to przyspieszony kurs – prawdziwego życia, języka, kultury i ludzi. Zderzenie z zupełnie inną rzeczywistością. Od początku rzuceni na głęboką wodę. Niektóre próby kończą się lekkim podtopieniem… Wielkie miasto  – głośne, kolorowe, zatłoczone a jednak wprawiające w zachwyt. Mnóstwo przygód i doświadczeń – od samego początku  firma przewozowa, która ma dostarczyć nasze kartony w ciągu tygodnia, lekko się spóźnia – lekko trwa sześć tygodni, zmiana mieszkania razy pięć, ciąża i poród po angielsku, problemy zdrowotne i…życie. A jednak wychodzimy stamtąd cało – z tarczą, a nie na niej.

Wszystkie doświadczenia dają mi solidną lekcję. Z czasem pozbywam się kompleksów językowych, choć mój angielski nie jest idealny. Nie zadzwonię, nie załatwię – nie będę miała. Przełamuję się i uśmiecham się do obcych ludzi na ulicy. W Polsce raczej tego nie praktykujemy, w Anglii ludzie się do siebie uśmiechają. (Nie wnikam, czy szczerze czy nie.) Dzięki temu poznaję wspaniałych ludzi. Staram się myśleć pozytywnie. Na pytanie – Jak się masz? Odpowiadam – Wszystko w porządku. Zamiast – Eeee, lepiej nie pytaj. Znowu pod górkę. Akceptuję siebie. Kto widział angielską ulicę, ten zrozumie dlaczego. Każdy ubiera się, jak chce. Nikogo to nie dziwi. A figury Londyńczyków – rodzimych i nie – są różne. I to jest piękne. Nie muszę być idealna dla innych, jestem wystarczająco dla siebie. No i jeszcze jedno – dziecko nie musi nosić czapki przy 10 stopniach. Przy 5 też nie musi. Polski mit czapki zostaje obalony lub po prostu – zostaje w Polsce. Wyjeżdżam z Londynu z uśmiechem na ustach i z pięknymi wspomnieniami. Udało się.

keep-calm-and-live-in-italy-7

Zamieszkujemy we Włoszech. Pierwsze dni – cholera – pada! Pada tak przez dwa tygodnie, bo akurat trafiliśmy na taką porę. Powoli zaczynami żyć na nowo. I jest tak…inaczej. To, co poukładane, na czas i na pewno zostaje w Londynie. Tu czas płynie swoim włoskim rytmem. Na początku strasznie to irytuje. Kolejka, pełno ludzi a pani na poczcie z każdym rozmawia. A czas leci. Akceptujesz rzeczywistość i zaczynasz rozmawiać i ty, choć język jeszcze kuleje. Zachwycają widoki, jedzenie i ludzie. Mam cudownych sąsiadów, którzy z czasem są dla mnie jak rodzina. Mam nawet swój ogród. Moje pomidory rosną! Za oknem pasą się owce. No idylla normalnie.

Czego uczą mnie Włochy? Keep calm and have aperitivo! Czas na poranne cappucchino i wieczorne aperitivo musi być. Podziwiam Włochów za pielęgnowanie więzi – rodzinnych i przyjaźni. Rodzina na pierwszym miejscu. Wrzucam na luz. Nie dziwi, ani nie denerwuje mnie już, kiedy kierowca autobusu zatrzymuje się przy kafejce na szybkie espresso. Minuta w jedną czy drugą -czy to coś zmieni? Uśmiecha się, rozmawia, czeka, aż z córką zakotwiczę na siedzeniu, żeby się nie poobijać. Życzliwość za życzliwość. Trzy i pół roku szybko mija. Wyjeżdżam z płaczem. Jeszcze tu wrócę. Na pewno.

keep-calm-and-live-in-thailand-3

Pierwsze dni i zderzenie z nowym. Znowu głośno, gwarno i parno! Łódki, taksówki, tuk-tuki, motocykle. Bangkok to miasto, które nigdy nie śpi. Dodam jeszcze, że zawsze przytuli – choćby w postaci ladyboya i zawsze nakarmi, bo jedzenie jest wszędzie. Kultura, zwyczaje – wszystko takie inne. Każdy dzień zaskakuje. Powoli puszczamy korzenie. Dzieci uwielbiają nową szkołę, ja oddycham z ulgą. Ciąża, potem poród po tajsku. Mnóstwo nowych znajomości. Czas płynie szybko.

Tajlandia daje kolejne lekcje. Podstawowa to – jak nie drzwiami, to oknem. Nie należy zrażać się niepowodzeniami, odmową. Jeśli w jednym szpitalu mówią tobie, że nie są w stanie spełnić twoich europejskich oczekiwań odnośnie porodu- idź do następnego (a potem jeszcze jednego i jeszcze, i jeszcze…). Warto próbować, rozmawiać i dopinać swego, chociaż druga lekcja mówi – głową muru nie przebijesz. Chcesz kupić buty. Z miną zdobywcy idziesz do kasy. A tu – madam, ale one nie są na sprzedaż. To egzemplarz na pokaz tylko. Tego rozmiaru nie ma. No i jak nie ma, jak jest – myślisz. Dla Taja no have znaczy no have. Tak samo jak z instrukcją. Polakowi można dać lodówkę do złożenia bez instrukcji obsługi i złoży. Taj trzyma się sztywno instrukcji. Tak samo jak wyznaczonych reguł, regulaminów, itd. Jest jeszcze jedna nauka – możesz tu mieszkać, żyć, ale nie będziesz jednym z nas. Niby takie oczywiste, a jednak czasami bardzo razi. Biały człowiek jest traktowany bardzo gościnnie i życzliwie – zazwyczaj. Jednak dla większości jest chodzącym bankomatem. Trochę inaczej traktuje się mieszkającego tu białego i trochę inaczej turystę. Mimo wszystko zawsze jesteś przybyszem. To ma swoje dobre i złe strony. Tych złych nie trzeba tłumaczyć. A dobra jest taka, że dzięki temu ci obcy trzymają się razem. Mam mnóstwo znajomych, choć jakoś specjalnie ich nie szukam. Tak jakby sami się znajdują, przy różnych okazjach.

Tak więc siedem lat minęło. Przybyło nam lat, zmarszczek, no i dzieci. Jesteśmy starsi i bogatsi (bynajmniej nie o nową brykę i chatę z basenem, chociaż basen jest), ale o nowe znajomości, przygody, doświadczenia. Wszystkie one były potrzebne. Jak mówi Forest Gump – Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. I to jest w nim najpiękniejsze. Przed nami kolejne przystanki. Mam nadzieję, że będzie o czym pisać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s